Dostępność i turystyka
Dostępność bywa pozorna. O rozwiązaniach, które autentycznie ułatwiają funkcjonowanie osobom z niepełnosprawnościami rozmawiamy z Ewą Harapin.

Na zdjęciach widzimy, jak wspinasz się na górskie szczyty mimo tego, że jesteś po amputacji. No to chyba znalezienie sobie noclegu nie jest dla Ciebie problemem.
Nie jest, bo po amputacji nie mam barier architektonicznych. Gdybym jednak jeździła na wózku…
Byłoby trudniej?
O wiele. W Fundacji Moc Pomocy pracuję z wieloma osobami z niepełnosprawnościami i widzę, z jak ogromnymi wyzwaniami się mierzą.
Jakie jest największe, jeśli chodzi o ten wynajem?
Spłycenie tematu do zdania „Dostępny dla osób z niepełnosprawnością”, co zwykle oznacza, że jest w budynku winda i na tym koniec. Bez odpowiedzi pozostaje mnóstwo ważnych pytań: Czy w łazience są poręcze i prysznic bez brodzika? Czy łóżko ma odpowiednią wysokość do przesiadania się? Czy jest swobodny wyjazd na balkon albo taras? Czy naczyń i blatów w kuchni można używać z poziomu wózka?
Trzeba więc dzwonić do każdego obiektu z osobna i pytać o szczegóły. To uciążliwe i czasochłonne.

Co więc hotele mogą zrobić? Lepiej informować?
Tak, przede wszystkim podawać rzetelne i jasne, szczegółowe informacje o tym, co jest dostępne. Jeśli to zrobią, to oszczędzają czas nie tylko osobom z niepełnosprawnościami, ale też sobie. Nie muszą odpowiadać na mnóstwo wiadomości prywatnych.
Coś więcej?
Świetnie, jeśli posiadają te udogodnienia, o które pytałam przed chwilą. Dla większych rodzin wielkim ułatwieniem są wewnętrzne drzwi między pokojami, przez które łatwo przejechać. Bardzo pomaga możliwość wypożyczenia na miejscu takiego sprzętu, jak podnośniki albo nakładki na toalety.
Nawiasem mówiąc, my wiemy, jak tworzyć dobre warunki, bo w naszej fundacji przygotowaliśmy dwa mieszkania tak, że są w pełni dostępne dla osób na wózkach.

Czy Polska jest wysoko rozwiniętym krajem pod względem dostępności miejsc turystycznych?
Zdecydowanie nie. Niestety, wciąż nam daleko do europejskich liderów. Wspominałam, jak duże trudności napotyka osoba na wózku, a co dopiero mówić o osobach całkowicie zależnych i ich bliskich.
Dostępność w Polsce systemowo bywa pozorna. Jest ładny podjazd do budynku i winda do pokoju, ale już niemożliwe jest się dostać do ogrodu, restauracji albo na plażę obok. Wyjazd z osobą zależną przypomina wtedy tor przeszkód, a nie zasłużony urlop. To jest po prostu przykre, bo skutecznie odbiera radość ze wspólnego podróżowania i planowania wypoczynku.
Dostępność w Polsce bywa pozorna. Ładny podjazd do budynku i winda do pokoju nie oznaczają jeszcze, że obiekt jest naprawdę dostępny. Brak ciągłości – dostępny pokój, ale niedostępny ogród, restauracja czy plaża obok – sprawia, że wyjazd z osobą zależną przypomina tor przeszkód, a nie zasłużony urlop.


A jak z krótszymi podróżami – choćby przejazdami komunikacją miejską?
To zależy. We Wrocławiu, gdzie mieszkam, i w innych aglomeracjach, jest sensownie. Nadal jednak może się zdarzyć, że jedna zepsuta winda na przystanku albo w przejściu podziemnym całkowicie uniemożliwi pokonanie całej trasy. Nie ma o tym informacji w aplikacji z rozkładem jazdy.
W mniejszych miejscowościach, na trasach podmiejskich i lokalnych, u prywatnych przewoźników, problemy z dostępnością transportu są większe.
Kierowcy mają obowiązek pomagać.
Bywa różnie. Dużo zależy od konkretnej osoby. Bywają kierowcy niecierpliwi, nie mający ochoty rozłożyć rampy. Niektórzy nie umieją podjechać wystarczająco blisko krawężnika.
Podobnie zresztą bywa w hotelach. Nie zawsze ktoś jest gotów pomóc z wniesieniem bagażu albo usprawnić check-in.
Co powinno się zmienić w tej kwestii?
Chciałabym, żeby personel był szkolony z naturalnej i empatycznej obsługi. Ważne jest, aby obsługa nie unikała kontaktu, ale też nie podchodziła do niepełnosprawności w sposób sztuczny czy nadmiernie litościwy. Liczy się partnerskie traktowanie i gotowość do elastycznej pomocy.

Ostatnia kwestia: Czy biurokracja jest dużym problemem dla osób z niepełnosprawnościami?
Tak, biurokracja w Polsce jest niezwykle uciążliwa i stanowi ogromny ciężar dla rodzin oraz opiekunów. W fundacji widzę, jak wiele energii nasi podopieczni i ich bliscy muszą poświęcać na walkę z papierami. Zamiast skupić się na leczeniu, rehabilitacji i po prostu zwyczajnym życiu.
Co jest szczególnie trudne?
Cztery sprawy. Po pierwsze chaos i rozproszenie systemu orzekania, co sprawia, że załatwianie spraw wymaga przejścia przez wiele różnych komisji. Po drugie, absurdalne powtarzanie procedur. Jak inaczej nazwać sytuację, w której osoba po amputacji musi regularnie stawiać się na komisjach i udowadniać, że jej stan się nie zmienił. Po trzecie, skomplikowane i sztywne procedury dofinansowań, np. do sprzętu ortopedycznego albo turnusów rehabilitacyjnych. W ogóle nie uwzględniają one realiów życiowych pacjenta. I po czwarte, brak przepływu informacji między urzędami, przez co trzeba w nieskończoność kserować, poświadczać i zanosić te same zaświadczenia do różnych instytucji.
W obliczu tych wszystkich wyzwań tym bardziej gratulujemy osobistej i zawodowej inicjatywy. Dziękujemy za rozmowę.

Ewa Harapin — Instagram

